http://www.youtube.com/watch?v=AbmnOVMH8VY
Wystarczy tylko chwila. Wsiadasz w piątek po południu w pociąg, jedziesz godzinę pociągiem osobowym. Potem 30km rowerem, jest dość często pod górkę i już jesteś. W domu na rzece, w Panta Rhei.
Tylko w ten piątek było dżdżysto, było czuć jesień. W sumie już ją widać, poznaje jej kolory, ona ubiera się w te same w każdym sezonie. Chyba jest niemodna?
Świat jest mały. Przypadek. Los. Przeznaczenie. Przyciąganie wzajemne 'wariatów'? Bo jak to nazwać?
Zachwycałam się ich barką w Noc Lampionów, a teraz szukając tak naprawdę byle jakiego noclegu na Trasie Stu Jezior trafiam tam. Wstaję rano, idę nad rzekę i widzę Panta Rhei. A potem przyjeżdża pan Grzegorz. Świr, Wariat nie wiem jak go określić. Rzadko można takiego człowieka spotkać, który znalazł swoją oazę nad Wartą, uciekł z miasta, powiesił telewizor na szubienicy, piszą o nim w internecie, ale on nawet nie wie, bo z niego nie korzystają ;). Traktują nas jak swoje dzieci, tylko dzieciakom chyba by nie polewali i nie kazali pić 'na golasa' czyli bez popitki, tylko z kiełbą i ogórem. Opowiadali, my chłonęliśmy. Staje się takim twoim jednodniowym przyjacielem-mentorem. Spełnił swoje marzenie. I potrafi powiedzieć, że liczy się tu i teraz, że zajebiście, że potrafiliśmy znaleźć to miejsce. Ruszyć się, poszukać.
Podróż to ludzie. Gdyby nie to miejsce, nie ten człowiek, to byłby tylko rowerowy szlak stu jezior.
A tak stał się czymś więcej, miejscem, do którego już ciągnie.
I była jeszcze ona. Całkiem inna niż tutaj w Poznaniu, nie jest wmurowana w betonowe koryto. Jest dzika, jest nieznana, jest sobą, sama wytycza swój bieg, patrzysz w jej toń i się zakochujesz.
Podobno nikt nie słucha rzeki. Dziś rano wstałam i próbowałam się jej oddać. Jednak potrzeba dłuższej kontemplacji.
Ale mogę tam pojechać znów, zjeść śniadanie na rzece, spać w domku na wodzie, która ukołysze mnie do snu niczym piękna kołysanka. Znów mogę pojechać,aby siedzieć przy ognisku, aby znów paść w moją pościel w niedzielny wieczór ze zmęczenia. Mogę? Ja chcę.
niedziela, 9 września 2012
wtorek, 28 sierpnia 2012
wenus
wenus nie składa dłoni do pacierza
alkoholu i pacierza akurat nie odmawia
maluje paznokcie na kolory tęczy i nadal liczy na niepokalane poczęcie.
wenus ma swój żel do golenia i to o swojej własnej nazwie.
nie podkrada cudzego.
'nie bierz rzeczy bliźniego swego (w tym żony, ale o mężu chyba nie było mowy. Tylko on z secondhandu? hm...)
podobno ma być dumna, że jest kobietą.
tylko jakie jej zadanie?
poboczne i skomplikowane.
wypiła z nim kilka(3) kolejek whisky.
tak, zdziwił się, iż nie drink z palemką, a taki męski trunek.
nie, ty nie jesteś wenus.
-jak to? pokazać?
dobra, możesz być kółkiem z krzyżykiem, bo po trzecim masz dość.
tak, wystarczy (narazie).
Ona gada i gada. czasem nikt jej nie słucha, nie wiadomo dlaczego ona mówi i nie kończy...nie no kończy przecież lubi... powiedzieć ostatnie..... słowo.
Mówi wielokropkami i dobrze gotuje. Przez żołędek do serca. Tak babka uczyła.
Jeździ na rowerze jak opętana. Nawet po błocie. Wraca brudna. Słucha muzyki z Synów Anarchii. Oglądała to w ogóle. Chce prawo jazdy na motór. Nie boi się. A robi się blada na widok krwi. Wstyd, taka duża. Zakochała się w KONTR-a-basie. Jest większy od niej.
W ogóle ona to jakiś zmutowany gatunek. Jakby zaśpiewał Pudzian - 'takich już nie ma". Czasem w to wierzy, czasem myśli, że przesadza. Bo ona w ogóle to czasem naprawdę prze/gina. W niegrzeczny sposób.
Wzrusza się.
Ufa - a dziś 'ufa' to prawie jak 'ufo' dziwna zbieżność nazw.
Szuka, aż nie znajdzie.
Wyciąga rękę.
Czasem ucieka, bo nie wie co zrobić. To jej dobrze wychodzi. Ale wraca z podkulonym ogonem. Przeprasza.
Szkolona w męskim świecie. Przyuczana, poprawiana i strofowana.
A maaaaaaaaasz.
Prawie nigdy nie słyszy telefonu. Nosi ciekawe rzeczy w torebce-puszce pandory.
Lubi perfumy, biżuterię i kwiaty - nie jest materialistką. Woli rzeczy nienamacalne(czasem).
Wdycha, najada się wzrokiem, nie musi dotykać.
Odczuwa niedosyt.
Muzyka ją ubiera, rozwesela, usypia i zachwyca - czaruje niczym Copperfield.
Ma ogolone nogi, za to miewa niedogolone, bywa niedokładna.
I ma plastikowe dildo do robienia baniek mydlanych z okazji dnia dziecka.
alkoholu i pacierza akurat nie odmawia
maluje paznokcie na kolory tęczy i nadal liczy na niepokalane poczęcie.
wenus ma swój żel do golenia i to o swojej własnej nazwie.
nie podkrada cudzego.
'nie bierz rzeczy bliźniego swego (w tym żony, ale o mężu chyba nie było mowy. Tylko on z secondhandu? hm...)
podobno ma być dumna, że jest kobietą.
tylko jakie jej zadanie?
poboczne i skomplikowane.
wypiła z nim kilka(3) kolejek whisky.
tak, zdziwił się, iż nie drink z palemką, a taki męski trunek.
nie, ty nie jesteś wenus.
-jak to? pokazać?
dobra, możesz być kółkiem z krzyżykiem, bo po trzecim masz dość.
tak, wystarczy (narazie).
Ona gada i gada. czasem nikt jej nie słucha, nie wiadomo dlaczego ona mówi i nie kończy...nie no kończy przecież lubi... powiedzieć ostatnie..... słowo.
Mówi wielokropkami i dobrze gotuje. Przez żołędek do serca. Tak babka uczyła.
Jeździ na rowerze jak opętana. Nawet po błocie. Wraca brudna. Słucha muzyki z Synów Anarchii. Oglądała to w ogóle. Chce prawo jazdy na motór. Nie boi się. A robi się blada na widok krwi. Wstyd, taka duża. Zakochała się w KONTR-a-basie. Jest większy od niej.
W ogóle ona to jakiś zmutowany gatunek. Jakby zaśpiewał Pudzian - 'takich już nie ma". Czasem w to wierzy, czasem myśli, że przesadza. Bo ona w ogóle to czasem naprawdę prze/gina. W niegrzeczny sposób.
Wzrusza się.
Ufa - a dziś 'ufa' to prawie jak 'ufo' dziwna zbieżność nazw.
Szuka, aż nie znajdzie.
Wyciąga rękę.
Czasem ucieka, bo nie wie co zrobić. To jej dobrze wychodzi. Ale wraca z podkulonym ogonem. Przeprasza.
Szkolona w męskim świecie. Przyuczana, poprawiana i strofowana.
A maaaaaaaaasz.
Prawie nigdy nie słyszy telefonu. Nosi ciekawe rzeczy w torebce-puszce pandory.
Lubi perfumy, biżuterię i kwiaty - nie jest materialistką. Woli rzeczy nienamacalne(czasem).
Wdycha, najada się wzrokiem, nie musi dotykać.
Odczuwa niedosyt.
Muzyka ją ubiera, rozwesela, usypia i zachwyca - czaruje niczym Copperfield.
Ma ogolone nogi, za to miewa niedogolone, bywa niedokładna.
I ma plastikowe dildo do robienia baniek mydlanych z okazji dnia dziecka.
czwartek, 23 sierpnia 2012
Boom
nie mów, że jestem
pytaj czy będę
możemy spotykać się tylko w słowach
pytaj czy będę
możemy spotykać się tylko w słowach
albo między nimi
stawiając przecinki, kropki i wykrzykniki
albo wielokropki......
Rozpuść mnie jak kostkę czekolady w gorącym mleku.
znikam w twoim monologu. nie ma mnie.
unoszę się niczym gaz
u-lotna.
pojawiam się w dialogu, na twoje zawołanie.
jestem. jeszcze...
na jak długo?
jeden znak, który pyta.
ja pytam
czy Ty odpowiesz?
???
Podpal mnie jak metan
Wdychaj mnie jak hel
Śmiej się. Ze mnie, do mnie. Pozwól podejść.
Stwórz mieszankę wybuchową. Koktajl Mołotowa.
W sumie to nim jestem.
Odpal lont.
Trzy, dwa, jeden...
Booooom
Przełknij mnie, nie zachłyśnij się. Ja tam dobrze się ułożę i będzie nam wygodnie. A nawet bardzo.
Tylko nie weźmiesz mojej duszy. Pamiętaj.
wtorek, 14 sierpnia 2012
ciekawe
Ciekawe czy ludzie śnią w pociągach. Tak wystawieni na publiczny widok. Śpią różnie. Śmiesznie, śmieszniej, uśmiechnięci, smutni.
Czy oni naprawdę zasypiają?
Ja jakoś nie mogę.
Sen rodzi się gdzieś w podświadomości, przywołuje w pamięci wspomnienia lub pror/w/okuje.
Być jasnowidzem to ciekawa sprawa. Czy przeczucia i intuicja to taka czarna magia?
Kolejny przejazd niestrzeżony.
Zagrożenie życia.
Kolejny niedziałający wiatrak.
Zmarnowane kilowatogodziny niewykorzystanego wiatru.
A ja pomyliłam ksiązki. Zamiast drugiej części w amoku zabrałam trzecią.
I teraz muszę czytać ludzi i spisywać ich na kartce czarnym długopisem.
Spiszę kiedyś życie, tylko na kolorowo.
Dodam spis treści, ponumeruję strony, oprawię.
'Szukam introligatora, który oprawi moje życie.'
Obraz przewijany jak na taśmie.
Myśli uciekają szybciej niż prowadzi je dłoń.
Podróże, spotkania, muzyka.
Powitania, pożegnania.
Festiwale muzyczne łączą nawet tych, których zazwyczaj wszystko dzieli. To jest coś, czego nie zareklamujesz drugiej osobie. Albo pojedzie, albo nigdy nie pozna tego.
Deszcz, błoto, zmęczenie i nagły przypływ energii, kiedy poczujesz w środku to znajome drżenie. Dźwięki, które wywracają wnętrzności, a one pobudzają emocje.
Zasysam to. Głęboko do siebie.
Pomyliłam pociągi. Pierwszy raz. Ciekawe jak to się stało.
Katowice przechowały mnie przez pół dnia (daję niepodległość dla Śląska - pociągi jeżdżą w odwrotne strony). Kupiłam książkę, w której się rozkochałam.
Z zastrzykiem muzyki znanej, nieznanej, lubianej, mniej lubianej, ale przeżytej wracam nocnym pekapem.
Chcę więcej.
Ogarnięta szałem-
Czy oni naprawdę zasypiają?
Ja jakoś nie mogę.
Sen rodzi się gdzieś w podświadomości, przywołuje w pamięci wspomnienia lub pror/w/okuje.
Być jasnowidzem to ciekawa sprawa. Czy przeczucia i intuicja to taka czarna magia?
Kolejny przejazd niestrzeżony.
Zagrożenie życia.
Kolejny niedziałający wiatrak.
Zmarnowane kilowatogodziny niewykorzystanego wiatru.
A ja pomyliłam ksiązki. Zamiast drugiej części w amoku zabrałam trzecią.
I teraz muszę czytać ludzi i spisywać ich na kartce czarnym długopisem.
Spiszę kiedyś życie, tylko na kolorowo.
Dodam spis treści, ponumeruję strony, oprawię.
'Szukam introligatora, który oprawi moje życie.'
Obraz przewijany jak na taśmie.
Myśli uciekają szybciej niż prowadzi je dłoń.
Podróże, spotkania, muzyka.
Powitania, pożegnania.
Festiwale muzyczne łączą nawet tych, których zazwyczaj wszystko dzieli. To jest coś, czego nie zareklamujesz drugiej osobie. Albo pojedzie, albo nigdy nie pozna tego.
Deszcz, błoto, zmęczenie i nagły przypływ energii, kiedy poczujesz w środku to znajome drżenie. Dźwięki, które wywracają wnętrzności, a one pobudzają emocje.
Zasysam to. Głęboko do siebie.
Pomyliłam pociągi. Pierwszy raz. Ciekawe jak to się stało.
Katowice przechowały mnie przez pół dnia (daję niepodległość dla Śląska - pociągi jeżdżą w odwrotne strony). Kupiłam książkę, w której się rozkochałam.
Z zastrzykiem muzyki znanej, nieznanej, lubianej, mniej lubianej, ale przeżytej wracam nocnym pekapem.
Chcę więcej.
Ogarnięta szałem-
środa, 8 sierpnia 2012
Turbo-dzień.
Dziś dzień stanął gdzieś pomiędzy rzeczywistością i fikcją. Wpadam, robię obiad, szybko, chwila barłożenia i największa atrakcja dnia.
Kontenerart, wiecie, nad Wartą. Zachodzimy z rowerami za rękę i jest Turbo-serwis rowerów.
Szybkie omówienie usterki, dziwna moc bije od Niego. Mówi godzinka.
Znów barłożymy, ale na wysokościach, na leżakach, z piwkiem z cytrynką. On przychodzi po kolejne ustalenia dotyczące roweru.
-On na pewno nie jest z POZnania. Tu ludzie tacy nie są. Nie, Ty to wyjątek (po moim zmarszczonym oku).
Mija czas, czas patrzenia na bieg Warty, na Ostrów Tumski, na rozmowach, śmiechu.
Idziemy na czaty, co tam w serwisie rowerowym. Prawie koniec. I jakoś zaczynamy tę rozmowę o rowerach, o w sumie niczym konkretnym, ale jest tak energetycznie, tak z pasją.
Po prostu do takiego serwisu chcesz chodzić co dzień, chcesz żeby rower ci się psuł. Jaka to musi być moc, wyobraź to sobie. Kurde, w Teksasie jest żarówka, która już świeci sto lat, bez przerwy. Technika musiała je wyprzeć z produkcji, bo po co komu taki produkt, który się nie zużywa, nie niszczy. Machina by stanęła.
On z Łodzi. -No tak. Wiedziałam.
Psujcie rowery i naprawiajcie je tam, poznajcie Go.
Potem wycieczka, rowerowa, opowiastki, filozofie, osz już w głowie paruje, nadmiar tego.
Trzeba zbierać siebie i już. Znów jedziemy pod górkę. Zaprawiona w boju.
Przystanek, na skrzyżowaniu Głogowskiej z Roosvelta. Tam przy MTP, na przeciw Dworca. Siadam. Palę. Myślę. Widzę mijające auta, tramwaje, ale nocą to wszystko takie inne, spokojniejsze.
Myślę i żałuję.
Żałuję, że nie pojechałam na Woodstock. Nie wiem co myśleć o nagłej zmianie Ostródy na Coke.
Ciekawe, czy gdzieś żyje ktoś oznaczony dla mnie. Kto potrafi być taki, no właśnie taki.
No i sprowadzona do parteru, gdzie moje miejsce, a nie mój czas. Zawiedziona-nie. Rozczarowana pięknymi tylko! słowami.
oraz kupiłam tak wysokie buty, że o ja pierdolę ;)
Kontenerart, wiecie, nad Wartą. Zachodzimy z rowerami za rękę i jest Turbo-serwis rowerów.
Szybkie omówienie usterki, dziwna moc bije od Niego. Mówi godzinka.
Znów barłożymy, ale na wysokościach, na leżakach, z piwkiem z cytrynką. On przychodzi po kolejne ustalenia dotyczące roweru.
-On na pewno nie jest z POZnania. Tu ludzie tacy nie są. Nie, Ty to wyjątek (po moim zmarszczonym oku).
Mija czas, czas patrzenia na bieg Warty, na Ostrów Tumski, na rozmowach, śmiechu.
Idziemy na czaty, co tam w serwisie rowerowym. Prawie koniec. I jakoś zaczynamy tę rozmowę o rowerach, o w sumie niczym konkretnym, ale jest tak energetycznie, tak z pasją.
Po prostu do takiego serwisu chcesz chodzić co dzień, chcesz żeby rower ci się psuł. Jaka to musi być moc, wyobraź to sobie. Kurde, w Teksasie jest żarówka, która już świeci sto lat, bez przerwy. Technika musiała je wyprzeć z produkcji, bo po co komu taki produkt, który się nie zużywa, nie niszczy. Machina by stanęła.
On z Łodzi. -No tak. Wiedziałam.
Psujcie rowery i naprawiajcie je tam, poznajcie Go.
Potem wycieczka, rowerowa, opowiastki, filozofie, osz już w głowie paruje, nadmiar tego.
Trzeba zbierać siebie i już. Znów jedziemy pod górkę. Zaprawiona w boju.
Przystanek, na skrzyżowaniu Głogowskiej z Roosvelta. Tam przy MTP, na przeciw Dworca. Siadam. Palę. Myślę. Widzę mijające auta, tramwaje, ale nocą to wszystko takie inne, spokojniejsze.
Myślę i żałuję.
Żałuję, że nie pojechałam na Woodstock. Nie wiem co myśleć o nagłej zmianie Ostródy na Coke.
Ciekawe, czy gdzieś żyje ktoś oznaczony dla mnie. Kto potrafi być taki, no właśnie taki.
No i sprowadzona do parteru, gdzie moje miejsce, a nie mój czas. Zawiedziona-nie. Rozczarowana pięknymi tylko! słowami.
oraz kupiłam tak wysokie buty, że o ja pierdolę ;)
poniedziałek, 6 sierpnia 2012
Efekt motyla
Wymyślam, gadam, oczekuję.
Jestem spragniona ludzi, tak po prostu, wymiany myśli i słów. Znajduję, lecz brak efektów. To małe trzepotanie skrzydełek.
Wygadam się, wykrzyczę, lecz brakuje kropki. Wygłaszam dziwne(?) poglądy, wręcz herezje, występuję o krok przed moją płeć (albo jestem za nią.)
'Nie ma nieba' tak śpiewa Wesoło-smutny zespół, nie mówią, że nie ma piekła, więc czyżby było? Zapewne oddzielone sporym dystansem aniołków od aureoli. Jednak ludzie w piekle będą zadziorni, będą, będą występowali przed szereg, bo jakżeby inaczej. Ano mogą się jeszcze zbratać - w końcu nieszczęścia łączą. Będąc zgraną piekielną gromadą można i opanować niebo, to którego nie ma.
W głowie mam obraz drogi piekielnej, korytarz piwniczny oświetlony pochodniami i w tle AC/DC 'Highway to hell' - ostatni prosta.
Przyśnił mi się straszny ból głowy, jednak po chwili okazało się, iż to nie był sen. Spowodował dziwny uszczerbek na moim całodniowym samopoczuciu. Zespół napięć dziwnych był przy tym łagodnym objawem. Efekt pomieszania myśli, alkoholu i niedoboru snu.
Każdy skutek ma swoją przyczynę. Żyjemy w prostym schemacie wykresu.
Każdy krok zbliża do punktu b, a oddala od pktu a.
Każda myśl sieje nowe spostrzeżenia.
Nie każde ciekawe rozmowy dają efekty.
Nie każde wrażenie do czegoś prowadzi, wpada w próżnię. A nie powinno, jednak zbyt skomplikowane słowa niewypowiedziane, a powiedziane między wierszami na tak prosty obraz egzystencji, ograniczony do zaspokajania najprostszych potrzeb życiowych. Po co szukać inteligencji, wyzwań, skoro zaspokojenie najniższego poziomu piramidy Masłowa jest wystarczające. Wszystko mija się z sensem, a pozostaje tylko seksem.
Efekt buduje, przyspiesza starania, jeśli by zmienić tryb pracy na wykonywanie określonych zadań, a nie czas spędzany przy nich skuteczność pracowników wzrosłaby o 50% i o tyleż skróciłby się czas ich pracy.
Mając wyznaczone małe cele, te szczątkowe, łatwiej jest się poruszać w lawirującej egzystencji. Zrealizowanie jakiegoś z nich jest cholernie budujące i dla mnie przyjemne. Wiem, że coś skończyłam, że tamta droga jest zaliczona. Doprowadzenie wątku do końca daje mi spokojny sen, poczucie własnej organizacji i przekonania mojego ego o jego istnieniu.
Wyznaczam drogę według mojego rozkładu jazdy, są miejsca na przystanki, na drugiego człowieka, na poproszenie o pomoc, bo to nie boli i nie umniejsza człowieka, a jedynie nadaje mu bardziej społecznego wymiaru.
Jestem spragniona ludzi, tak po prostu, wymiany myśli i słów. Znajduję, lecz brak efektów. To małe trzepotanie skrzydełek.
Wygadam się, wykrzyczę, lecz brakuje kropki. Wygłaszam dziwne(?) poglądy, wręcz herezje, występuję o krok przed moją płeć (albo jestem za nią.)
'Nie ma nieba' tak śpiewa Wesoło-smutny zespół, nie mówią, że nie ma piekła, więc czyżby było? Zapewne oddzielone sporym dystansem aniołków od aureoli. Jednak ludzie w piekle będą zadziorni, będą, będą występowali przed szereg, bo jakżeby inaczej. Ano mogą się jeszcze zbratać - w końcu nieszczęścia łączą. Będąc zgraną piekielną gromadą można i opanować niebo, to którego nie ma.
W głowie mam obraz drogi piekielnej, korytarz piwniczny oświetlony pochodniami i w tle AC/DC 'Highway to hell' - ostatni prosta.
Przyśnił mi się straszny ból głowy, jednak po chwili okazało się, iż to nie był sen. Spowodował dziwny uszczerbek na moim całodniowym samopoczuciu. Zespół napięć dziwnych był przy tym łagodnym objawem. Efekt pomieszania myśli, alkoholu i niedoboru snu.
Każdy skutek ma swoją przyczynę. Żyjemy w prostym schemacie wykresu.
Każdy krok zbliża do punktu b, a oddala od pktu a.
Każda myśl sieje nowe spostrzeżenia.
Nie każde ciekawe rozmowy dają efekty.
Nie każde wrażenie do czegoś prowadzi, wpada w próżnię. A nie powinno, jednak zbyt skomplikowane słowa niewypowiedziane, a powiedziane między wierszami na tak prosty obraz egzystencji, ograniczony do zaspokajania najprostszych potrzeb życiowych. Po co szukać inteligencji, wyzwań, skoro zaspokojenie najniższego poziomu piramidy Masłowa jest wystarczające. Wszystko mija się z sensem, a pozostaje tylko seksem.
Efekt buduje, przyspiesza starania, jeśli by zmienić tryb pracy na wykonywanie określonych zadań, a nie czas spędzany przy nich skuteczność pracowników wzrosłaby o 50% i o tyleż skróciłby się czas ich pracy.
Mając wyznaczone małe cele, te szczątkowe, łatwiej jest się poruszać w lawirującej egzystencji. Zrealizowanie jakiegoś z nich jest cholernie budujące i dla mnie przyjemne. Wiem, że coś skończyłam, że tamta droga jest zaliczona. Doprowadzenie wątku do końca daje mi spokojny sen, poczucie własnej organizacji i przekonania mojego ego o jego istnieniu.
Wyznaczam drogę według mojego rozkładu jazdy, są miejsca na przystanki, na drugiego człowieka, na poproszenie o pomoc, bo to nie boli i nie umniejsza człowieka, a jedynie nadaje mu bardziej społecznego wymiaru.
piątek, 3 sierpnia 2012
Subskrybuj:
Posty (Atom)