Zapadłam na ciężką chorobę, objawy możecie czytać prawie
rok. Jak zaczniesz to nie możesz przestać, to wciąga, się nie nudzi. Tak samo
jeśli nawet rzucisz palenie, to nigdy nie odmówisz papierosa przy koksowniku,
dla tych 3 minut żartów, rozmów z dupy, o wszystkim, z palaczami czy tymi,
którzy ‘akurat’ nie mają :)
Następuje mimowolny rozwój twojej osoby poprzez pisanie.
Ewolucja, którą widzę ja sama, nawet mogłabym nazwać ją rewolucją, tylko
dokonywała się aż rok, czyli trochę za wolno z punktu wymagań ideologicznych.
Ale prowadzę tu monolog, mój własny pojebany wywód. Oceniam
siebie i świat. Szukam wspólnej osi. Język pisany jest inny od tego używanego
na co dzień, zwłaszcza w dialogu, tam musi nastąpić akcja-reakcja, a tutaj mam
czas na przemyślenie słowa, to ja dyktuje tempo, a nie rozmówca przewracający
oczami, poganiając mnie.
Napisałam ostatni post o lustrze i gdy wpadłam na pomysł z
kawałkiem Myslovitz napuszyłam się jak paw z dumy. Pomyślałam – jakaż ty
wspaniałomyślna! Chodzący, a właściwie piszący ideał… :]
Nie każdemu pasowałoby pisanie bloga, też kiedyś myślałam,
że to opisywanie każdej wizyty w toalecie, każdej chwili spędzonej z kimś.
Mówiłam, że przecież nie miałabym o czym pisać, moje życie nie jest usłane
przygodami, wyszukanymi motywami. Zostawiałam blogi dla tych ‘zajebistych’
Aż pomyślałam też mogę być zajebista i oto jestem, „myślę,
więc jestem”.
Chcę więcej, chcę czytać siebie na papierze, dotykając moich
zdań, a nie tylko oglądając na monitorze i nie chodzi mi o wydruk moich postów,
domyślcie się! :]
Na tą chorobę chyba nie ma antidotum, jest już nieuleczalna,
nawet jeśli kiedyś zabraknie mi czasu na pisanie, czy cokolwiek sprawi, że już
nie będę pisać, to w głowie zostaje taki mały element, który powoduje, że
słuchając, rozmawiając zastanawiasz się jakby to napisać. Idę i myślę, jedno
zdanie, mogłoby być niezłe. Napięcie jest wrogiem kreatywności, toteż muszę być
wiotka żeby pisać. Wiotka w umyśle, nad ciałem nadal pracuję :]
Blogerzy, czy oni się tak naprawdę znają? Znajdujesz, kogoś,
kto pisze o podobnych problemach, ma to coś, co sprawia, że chcesz przelecieć jego posta, czy w konfrontacji
stanie się podobnie? „Nie powiedziałeś w ryj, nie powiedziałeś nic”. Można to
spłycić i zinterpretować tylko na poziomie szczerości, ale można rozwinąć i
szukać znaku równości w wirtualnym i rzeczywistym świecie. Czy ja, Monika, dziewucha
i zlaonamona.blogspot.com to dwie inne osoby? Różne, ale nie inne.
Uzupełniające się, działające na jednym kablu, mające wspólne łącza, nigdy się
nie kłócące ze sobą. Byłoby to niemożliwe dla mnie, którejkolwiek ‘Ja’
pisać, a myśleć inaczej, mówić, a pisać
co innego. Harmonia, wiecie, że jestem zwolenniczką Yin i Yang.
Powstaje pytanie czy blogowanie stanie się jednym z
kryteriów przy selekcjonowaniu materiału na partnera, na przyjaciela? Czy
musisz mieć to 60 wpisów, żebym zobaczyła czy warto? Nie, bo jeśli potrafisz
powiedzieć, to co ja piszę, to po cholerę Ci blog, a co jeśli nie będziesz taki
jak w blogu, a może te wpisy mają być oceną Ciebie, o której Ty masz nie
wiedzieć. Ciekawe jak to wygląda, poznajesz kogoś, powiedzmy mija rok i nagle
wychodzi przypadkowo, że blogujesz (głupie słowo swą drogą), wielkie
zdziwienie. „Nigdy nie myślałem…eeee” Kot myślał i zdechł.
Czy pisząc nie dajemy sobie +100 do zajebistości i mówimy do
innych” za wysokie progi na twe nogi”? Umiejętnie wypowiadać się tak. Ale już w
podstawówce uczyliśmy się pisac wypracowań, więc jest to jedna z dziedzin, w
której kształcono nas, dlaczego to porzucić, kiedy ma się tyle do powiedzenia?
Argumenty o ocenie przez pryzmat ‘piszesz czy nie piszesz’ były tylko w
powietrze rzuconymi tezami, nie potwierdzam ich, absolutnie, ale coś tam w
duszy gra, kiedy możesz podyskutować o swoich wpisach :]
Pisać może 'każdy', ale to nie jest dla 'każdego'.
Dziś czytałam o
eksperymencie, kobieta zdecydowała się przez rok nie patrzeć w lustro i oto
natchnęło mnie.
Kim tak naprawdę się staniesz zapominając jak wyglądasz? Jak
długo zapamiętasz swoje zmarszczki, swoje piegi, siebie? Musisz zrezygnować z
makijażu, bo bez zwierciadełka ciężko. Wyrzekasz się także przypadkowych
zerknięć w szklaną taflę, choćby w aucie. Jesteś nadal sobą, ale bez twarzy.
Tak jakby człowiekowi zabrać imię czy nazwisko. Odbicie towarzyszy nam od
dzieciństwa, to zaskoczenie, kiedy mamy ok. roku i pokazują nam siebie w
lustrze. Co się wtedy dzieje w umyśle takiego bobasa? Przecież nie mamy świadomości
jak wyglądamy, równie dobrze mogliby nam pokazać kogoś innego, a my uwierzylibyśmy.
Znamy siebie z dotyku, z możliwości zobaczenia prawie całego ciała, ale nie
twarzy, jak sobie wyobrażamy siebie?
Staram się teraz zliczyć ile razy w ciągu dnia zerkam w taflę, to jest niepoliczalne, to jest zupełnie
nieświadome, szukanie naszych niedoskonałości, to nawet nie jest nawyk, to jest
tak oczywiste, jak jedzenie czy pragnienie.
Rozmyślam o mocy zmysłów, nie potrafiłabym oddać żadnego,
one opisują świat na moje zlecenie, podpowiadają i odradzają, taka umowa na
czas nieokreślony z pewną dozą ryzyka, że kiedyś mogą mi ją wypowiedzieć. Osoba
niewidoma, nigdy siebie nie widziała, a nawet gdyby odzyskała wzrok można by ja
tak łatwo zwieść, oszukać, przetrzymać chwilę bez lustra, jak to musi pobudzać
wyobraźnię.
Zadanie na dziś, wyobraź sobie swoją twarz. To byłby ciekawy
eksperyment, zaprosić 20 ludzi, zawiązać sobie nawzajem oczy i poznawać swoje
twarze, rejestrować nasze przemyślenia, a potem skonfrontować z obrazem
rzeczywistym. Jak daleko sięga nasz umysł, co może stworzyć na podstawie gładkiej
cery, okrągłej twarzy, szpiczastego nosa, wydatnych ust? Ciekawa opcja na
wieczór np. singli, dotyk zawsze zbliża, czy tego chcesz, czy nie. Można
zakochać się w delikatności dłoni przecież i nie chodzi o krem do rąk, ale
sposób w jaki są prowadzone.
Wezmę za rękę moje odbicie i razem spróbujemy poznać życie.
Odbicie może być zniekształcone, czy to przez nasz pryzmat,
światło czy rodzaj powłoki, jest takie prawdziwe, a jednocześnie może tak nas
perfidnie okłamać. To jest tylko nasza osłona tego, co mamy w środku. Dziś opakowanie jest
ważniejsze od zawartości, dlatego o kobiecie, która zdecydowała się na taki
roczny eksperyment czytam w 'Focusie'. Jesteśmy niewolnikami swego wyglądu,
stawia się nam dress code, tak wypada, tak nie wolno. Twarz też niedługo
dostanie swoje wymogi, choć już tak bywa:
-Z taką twarzą?
- Nie tutaj na pewno.
Boję się czasem patrzeć w lustro, moje odbicie potrafi mnie
zaskoczyć. Zapominam siebie. Czy potrafiłabym sporządzić swój autoportret, ale
nie kierując się obrazem z zwierciadła, tylko zapamiętanym obrazem siebie?
Rzecz trudna. Odbicie nasze jest tak efemeryczne, jedno mrugnięcie i znika, odejdziesz
trochę dalej, nabierzesz dystansu i zobaczysz inną twarz. Lustro jest też
dzisiejszym najtańszym narzędziem próżności – „Lustereczko, lustereczko,
powiedz przecie, kto jest najpiękniejszy w świecie”. Możesz nie zobaczyć nic
więcej niż czubek własnego nosa, ale możesz także dostrzec oddalony, drugi plan
twojego życia.
UWAGA! OBIEKTY WIDOCZNE W LUSTERKU WYDAJĄ SIĘ BLIŻSZE NIŻ W
RZECZYWISTOŚCI!
Świat otwiera przede mną bramy mojej Ziemi Obiecanej, czy on
wie, że to On jest nią? Cały, ze swoimi zwrotnikami, równoleżnikami i
południkami.
Wzgórza Syjonu – ‘kraina wolności, moich słabości’. Jestem
świadoma swoich wad i zalet, podchodzę do siebie z przymrużeniem oka, z
dystansem? Czym jest dystans? Zdrowym spojrzeniem na siebie? Możliwością
dostrzeżenia czegoś innego niż pogoń za tzw. normalnym życiem? Chcę zrezygnować z tego, cofnąć się do
prymitywnego człowieka, który mówi prawdę, nie koloruje, który poznaje poprzez
autopsję. Badam świat empirycznie z dodatkiem racjonalizmu. Uruchamiam zmysły.
Chyba jestem bardziej zwolenniczką empiryzmu. Bodźce, zmysły to one kształtują
mój obraz rzeczywistości. Być realistką? Ciężko. Czuć co dzień chłód nas
otaczający bez tych małych elementów, bez zapachów, bez pięknych wschodów
słońca, bez nieustannego uśmiechu? Bo przecież nie wypada dziś się śmiać, z
jakiej racji? Tyle zła, tyle nieszczęść, a ja mogę znaleźć powód do śmiechu,
który innego może przerazić. Dlaczego tak mało dziś jest uniwersalizmu, wszystko
jest subiektywne, ważne dla mnie, ale już nie dla Ciebie. Czasem ciężko mi to
zrozumieć, że ktoś nie myśli tak jak ja. Oceniam, choć staram się tego unikać, ale
nie umiem. Mogą oceniać także mnie, nie bronię, a wręcz zachęcam. Potrzeba konfrontacji, zderzenia siebie, swoich myśli z drugą osobą, tego oczekuję.
Patrzę między wierszami, szukam czegoś, czego Ty nie zobaczysz. Każdy z nas ma kilka twarzy, to jest całkiem normalne. Nawet największy cwaniak potrafi wzruszyć się, zrobić się skromny, możesz go zaskoczyć czymś tak zwyczajnym. To jest chyba najpiękniejsza rzecz, sprzedać kawałek siebie komuś, ale sprzedać bezinteresownie, pokazać kawałek czegoś, czym my się znudziliśmy, co my znamy, a on mimo swojego muru dookoła postawionego bardzo wysoko, zakończonego drutem kolczastym wpuści Cię i potrafi powiedzieć zwykłe dziękuję, które zapamiętasz. Dziś słowa przepraszam i dziękuję zostały zastąpione zdrobnieniami, angielskimi odpowiednikami, ale one tak naprawdę niewiele znaczą. Są nadużywane i przez to straciły swoje prawdziwe znaczenie. To realne 8 liter, 3 sylaby i wiesz, że warto.
Czy te bramy Syjonu są tak blisko?Ciężko mi odpowiedzieć, ile można szukać szczęścia, spokoju, porozumienia bez słów, między wierszami, może trzeba odciąć się, poznać coś nowego, nienudzącego się, być panem siebie i swego czasu, mając pełne konto i dyrygować swoją orkiestrą, gdzie batutą będzie wewnętrzny głos chcący poznania. Coś czego nie chcesz kupić ani sprzedać, chcesz to po prostu mieć, dla siebie, na zawsze w środku.
Bujam się w rytm reggae, ta pozytywna energia, pokój, zbawcza moc dla ducha odcięta od całej agresji, przemocy, przyroda.
A dopełnieniem niech będzie:
Wyobraź sobie, że nie słyszysz, czy dasz radę oczami usłyszeć ten utwór? Jeśli go nigdy nie słyszałeś wodze twojej wyobraźni nie powinny dać się ograniczyć. Wokalista, czy wokalista? Jaki typ muzyki? Ciekawa zabawa w ciszę, którą słyszą twoje uszy, a oczy widzą tak wiele wersów, prawdziwych myśli autora, który chce Coś powiedzieć Tobie, Mnie, całemu światu.
Zabawa w kreatywność, w pobudzanie wyobraźni, oderwanie się od Ziemi, uniesienie się.
Rytm, intonacja, wokal, podkład.
Wierzyć, lecz nie w to w co wszyscy wierzą
W siebie, wtedy Ciebie nie zwyciężą Ty, za Twoje ja w Ciebie uderzą Oni, utnij łeb syczącym wężom
Każdy równy, nikt równiejszy Ci na górze chcą być lepsi Tu na dole nie ma różnic Każdy inny, wszyscy równi Każdy dumny z tego co ma choć tego mało Każdy dumny, choć nie wiadomo co by się działo Bo u mnie zawsze dumnie i nie ma innej opcji Honoru się nie traci nie ma takiej możliwości Zawsze z uniesioną głową, postawa wyprostowana Nie klękam na kolana przed ludźmi w sutannach Jak masz czyste sumienie to pierwszy rzuć kamieniem W tych złych, bez znanych granic, zranić za nic, co to dla nich, zrób to za nich zanim Ciebie przyjdzie zranić (Zanim Ciebie przyjdzie zranić)
Wierzyć, lecz nie w to w co wszyscy wierzą W siebie, wtedy Ciebie nie zwyciężą Ty, za Twoje ja w Ciebie uderzą Oni, utnij łeb syczącym wężom.
Mieć prawa, i nie tylko prawo głosu Prawa, które są prawem milionów osób Znać prawa a nie tylko im podlegać Wiedzieć, że je masz, umieć o nie zabiegać Nie być odcieniem szarości Szarej polskiej rzeczywistości Mieć barwę, i nie tylko barwę głosu Głos, który zabrzmi siłą tysiąca głosów Mieć poglądy i na nie argumenty Kształcić i rozwijać się by być kompetentnym Nie przyjmować bezkrytycznie żadnych prawd Wątpliwe autorytety – pełen jest ich ten świat Wątpię, więc myślę, więc jestem Nie wierzę ślepo w nic bo to bezsens I tak wątpić, to metoda właśnie ta Wątpić, nawet gdy coś jest z USA Używać rozumu by wyróżnić się z tłumu Do przodu pobiec, a nie zostać w stadzie owiec Być racjonalistą, fundamentalistą Powiedzieć: sam zrobię wszystko Aby fanatyzm zniknął
Wierzyć, lecz nie w to w co wszyscy wierzą W siebie, wtedy Ciebie nie zwyciężą Ty, za Twoje ja w Ciebie uderzą Oni, utnij łeb syczącym wężom.
Skąd się bierze gust? O gustach się nie dyskutuje, ale mój jest różnorodny jak barwy kameleona. Nie potrafię uogólnić kategorii, których nie lubię. Każdy zbiór A ma tyle elementów, że nawet jeśli spodoba mi się tylko jeden to nie mam prawa przekreślić całej grupy. Łatwo jest powiedzieć, że nie lubię czegoś, bez poznania tego. Co powoduje, że ja lubię to, a ty już nie? Gdzie to jest zapisane, czy mamy prawo się zmieniać, kreować własny światopogląd metodą poznawczą? Dziś mogę kochać Kazika, a jutro odkryję bogactwo tekstów jednego z autorów hiphopowych. Czy to znaczy, że nie mam ukierunkowanego gustu? Nie! To znaczy, że szukam papierów wartościowych, które odnotowują hossę na giełdzie, na moim rynku, który jest nieustannie rewaloryzowany. Jest niestabilny, tak, ale ma ogromne powierzchnie wykluczające coś, co nie jest wartościowe dla mnie. Staram się nie tracić czasu na coś, co wiem, że nie da mi żadnej korzyści, czy to materialnej, czy duchowej, bo jest tyle nieznanych dla mnie rzeczy, które Ja, sama chcę poznać, bez szkolnego przymusu, bez presji kogokolwiek. Jestem pogrążona w poznawaniu wszystkiego, czego nie znam. Chłonę polecenia, lektury, tylko po to, aby poznać siebie, aby umieć bronić swoich racji, aby je mieć, aby mieć odnośnik do moich myśli, takich kosmicznych, oderwanych od rzeczywistości. Inaczej stanę się ograniczona, wdepnę w formę, która zabetonuje mnie.
Więc bawię się, wyobrażam sobie muzykę, słucham obrazów, pomylone gary, pamiętacie tę grę? Słodki smak dzieciństwa i beztroski...
Jestem mała, niby w dowodzie mam 178 cm, zdmuchnęłaby mnie
chyba tylko Katrina, a jestem małą glistą, która ślizga się po powierzchni. Ten
charakterystyczny sposób poruszania się. Muszę się cofnąć, naburmuszyć,
napuszyć i dopiero ruszyć do przodu. Jaka barwna metafora na dzień dobry o 16.
Czy jestem wielka czy malutka? Potrafię być taka i taka. Nie
jest tak, że od 7-18 spinam się i muszę być twarda, napięta, władcza, a po 18
jestem miękka jak penis po stosunku. Nic bardziej mylnego. Jestem chyba
dwubiegunowa, ale nie w sposób destrukcyjny dla siebie, po prostu sytuacja,
czas, osoba determinuje moje, właśnie co? Ego, zachowanie, wartości, które mam
w głowie, sercu czy dupie? Dostosowuję się. Taka już moja natura, zawsze mam
siebie w garści, ale potrafię się zmniejszyć lub zwiększyć. Rosnę, kiedy się
uczę, rozwijam, kiedy słucham ludzi mądrych, bogatych wewnętrznie, którzy mnie
potrafią zagiąć, sprowokować. Pomniejszam się, kiedy to ja jestem górą, ciągle,
to Ona nam coś wymyśli, to Ona jak zaplanuje
to będzie dobrze, Ona, Ona. Wtedy jestem niby wielka, ale tylko w Ich oczach, a w swoich
liliputem, bo nie mam kogoś, kto mnie porwie, podpuści, chyba, że lewa prawą. Łatwo daje się sprowokować nie zaprzeczę, przyczepiam
się do szczegółów, jeśli obronisz swoją rację, znów sprowadzisz mnie do parteru
niby powinnam się skulić, ale ja trochę masochistyczną mam naturę, przemyślę
to. Czasem chodzi to za mną trochę czasu, trawię, ale coś z tego wynoszę. Twój
wygrany pojedynek jest dla mnie kolejną nauką siebie, czyli na plus dla mnie i
dla Ciebie jednocześnie.
Czy władza się nudzi? Zależy na jaką skalę, jeśli będzie się
rozrastać to pewnie nie, ale wielkie prawdopodobieństwo, że stanę się
destrukcyjna, nie będę umiała już żyć z kimś na równi, zawsze górą. Władza
absolutna nigdy nie będzie zdrowa, a taka częściowa da nam jakąś satysfakcję? Taka
natura ludzka, że chcemy więcej, nie spoczniemy, póki nie osiągniemy celu.
Ostatnio tak myślałam jakiego faceta potrzebuję, podobno albo równego, albo
takiego, który będzie pode mną. Mam władczy charakter, wrednego skorpiona, ale
jestem tego w pełni świadoma i to jest najzdrowsza rzecz jaką mam w głowie,
dystans, którym tnę przez mój krytyczny pryzmat, ale także siebie, więc jestem
fair, nikt mi nie zarzuci nierówności. Każdy inny, wszyscy równi. Ale dziś
każdy chce być równiejszy. Potrafię powiedzieć, że nie jestem idealna, że nie
zawsze spełnię twoje oczekiwania, że stworzyłam swój obraz może na wyrost, nie
wiem. Nie będę nigdy w stanie przewidzieć czego chcesz i zaskoczyć Cię, uda mi
się parę razy, parę razy rozczaruję, nic na to nie poradzę. Wracając do tematu faceta, ciężko znaleźć mężczyznę, nie pizdę, który się nie przestraszy kiedy mam coś do powiedzenia, kiedy wiem czego chcę, a może nawet i wiem, czego on chce :] Boją się. Chcą mieć trochę władzy nad kobietą, sterować nią, więc im nie po drodze taka opcja...
Czy jestem Świrem? Czy mam swoje zboczenia, natręctwa? Jasne, czasem myślę, że mam przyzwyczajenia jak staruch, spróchniały, który zawsze musi iść jedną drogą, ale z drugiej strony w mig się przystosowuję. Jestem małą istotą w wielkim świecie, lubię robić, otrzymywać małe rzeczy w oczekiwaniu na te wielkie. Mała rzecz, a cieszy. Detale, które budują nasz świat zarazem stawiają wysoki mur wokół nas, czy ktoś znajdzie w nim dziurę, czy wykradnie trochę nas, a może to my sami otworzymy furtkę? Im więcej myślę, tworzę jakieś ideały, tym bardziej oddalam się od znalezienia go, taka dziwna odwrotnie proporcjonalna zależność.
Dziś jestem mała, czy urosnę? A może już urosłam i teraz będę tylko maleć? Nie chciałabym dopuścić do takie opcji, ciągle do przodu, ciągła praca, czytanie, pisanie, słuchanie, rozumienie. Świat czasowników, czynności, które wypełniają dobę, rok, życie. Dążę do formy dokonanej tych czasowników, usłyszałam, zobaczyłam, zrobiłam.