czwartek, 11 października 2018

Irańskie lato, czyli wszechobecny piknik, cz.1 - południe

Wrzesień 2018, podróż jak zwykle z przesiadkami, wysiadkami i przygodami ;)

Tak na początek - oczywiście wszyscy robili wielkie oczy na słowo wakacje w Iranie...po co i jak, dlaczego... Zależało nam na ucieczce od przetartych szlaków, przetartych przez miliony, choć ciężko to określić bo to nawet nie o te liczby się rozchodzi, ale o to jak sie zwiedza dany kraj. A tutaj czuć szczerą chęć pomocy i mimo, że pozostaje się atrakcją do selfie jest tak przyjemnie i przyjaźnie.
Wiadomo, że nie uciekniesz od bycia turystą, od dolarów ale tam chce się wydać pieniądze i pozostaje w głowie myśl, żeby choć trochę one im pomogły...
Także, jeśli obawiacie się tego kierunku, bliscy suszą Wam głowy - to zupełnie niepotrzebnie. A nieszczęścia, zamachy i takie tam chodzą po całym świecie i może okrutnie to zabrzmi,, ale jeśli będzie trzeba to znajdą i Was, a lepiej cieszyć się chwilą i spełniać marzenia, niż na nie czekać.
Bo pamiętajcie, marzenia się nie spełniają, je trzeba powolutku spełniać ;)

Wsiadamy w Wawie, cały dzień spędzamy w Kijowie i wieczorem lecimy do Teheranu. Lądujemy ok 4 w nocy -  na lotnisku pierwsze zaskoczenie - kurs riala, którego nie możemy się doliczyć i tak jak przed wyjazdem wszelkie przeliczniki mówiły 1$ to 40tys IRR, to teraz (9'18) to 120tys IRR - prognozy niestety nie są zbyt obiecujące...ceny rosły z dnia na dzień...W każdym razie kurs na górnym holu lotniska jest b.przyzwoity, jednak w nocy wymiana trwała wieczność...
Znajdujemy taksówkę, a właściwie to ona znajduje nas...Trochę się nie dogadałyśmy z panem, gdyż po drodze chciałyśmy na chwilę zatrzymać się w mauzoleum Chomeiniego - z zewnątrz jest piękne, zaskakują nas setki namiotów rozstawionych dookoła...ostatecznie pan odwozi nas na stacje kolejowa, bo o 6 mamy pociąg do Yazd. Bilety kupiłyśmy przed wyjazdem tutaj http://www.iranrail.net/tickets.php
Opłaca się bilet kupić wcześniej, my musiałyśmy dopłacić 10euro, żeby dostać bilet w ciągu 24h, opcja darmowa to 7 dni, wolałyśmy nie ryzykować, bo dni były wyliczone na styk, no i drugi argument - pociągi są popularne i jest na nie duzo chętnych i kupują bilety z wyprzedzeniem, wiec jeśli planujecie dłuższe odcinki warto kupić bilet kilka dni przed, wtedy jest szansa na kuszetkę i całkiem godziwe warunki podróży ;)
Dobijamy do Yazd ok 12, wsiadamy w taksę i prosimy o podwózkę do Kohan Hostel, super miejsce, w okolicach starego miasta, maja ogród, agencje na miejscu, no i pokój dostajemy 5osobowy mimo, ze jest nas tylko 3...luksus. Do 17 czas tutaj się zatrzymuje, jednak szybko przekonujemy sie dlaczego - upalne powietrze sprawia, ze chcesz tylko uciec do chłodniejszego pomieszczenia ;)
w Kohan hostel znajdziecie tez pomocnych agentów turystycznych czy jak ich nazwac i nam juz na popołudnie organizują wycieczkę na pobliska pustynie, która kończy sie małym piknikiem w mini-oazie, jednak nasz kierowca nie jest przewodnikiem i w przypadku kiedy my nie znamy farsi, on angielskiego wiecie jaka droga komunikacji nam pozostaje ;) jednak zawsze (prawie) znalazł się ktoś pomocny, kto przetłumaczył co i jak. Jest tu trochę piasku, jakieś jezioro, jednak co tu duzo mówić - znajdzie się lepsza pustynie w Iranie, za ten wyjazd płacimy chyba 20$ za cale auto, wiec całkiem przyzwoicie. Wracamy po 22, umierając z głodu nasz kierowca zabiera nas do very good restaurant - jest na bogato, przystawki (za 3os ok 15$) i uwaga - jeśli wybieracie się do Iranu zacznijcie już trenować - wszechobecny ryż! Co prawda sypki, podany z szafranem ale po 2 tyg...zrozumiecie to sami ;) Najedzone, odpoczywamy troche, bo nasza podróż od momentu wysiadki z samolotu, to ciągła tułaczka zresztą tak będzie przez cale 2 tyg, z perspektywy czasu trochę chyba przestrzeliłyśmy nasze podróże i odległości, bo coby nie mówić najeździłyśmy się rożnymi środkami transportu, nawet jeśli próbowałyśmy złapać lot na najdalszych odległościach - ceny były przyzwoite np Yazd - Isfahan ok 20$ brak miejsc wszędzie, podobnie w dalekich pociagach.
Rano ruszamy zobaczyć pobliskie atrakcje - Czak Czak, Świątynie ognia i jeszcze jakieś obiekty - jednak, zależy kto czego szuka...nas to średnio urzekło - wiecie, w Iranie trochę inaczej wyglądają zabytki nawet klasy Unesco...miałyśmy wrażenie, ze byli oni wpisać tam tylko je na listę i na tym się skończyło...Często te obiekty to gliniane, czy tez taki mul który służył do budowy - glina i słoma, która nie jest zbyt trwała, do tego ciągłe wiatry, upały wszystko niszczeje..wiec jeśli zależy wam na czasie, to wg nas można ominąć ten wyjazd, a zabrał nam ok pół dnia.
Aaa i ważna kwestia - wejścia - prawie, nie no wszędzie są płatne - niby nie duzo ok 150-200 tys IRR jednak, jeśli w ciągu dnia masz takich obiektów kilka, to trochę się tego zbiera...
Meczet piątkowy - coś niesamowitego. Te zdobienia, ta przestrzeń WOW.
W Jazd miałyśmy tez szanse zobaczyć zurchane - to polecam, wtedy po raz pierwszy poczułam taki orientalny, zupełnie inny świat. Show jakich próżno szukać, choć show to złe określenie, bo mimo,ze obiekt jest otwarty dla turystów - chyba od 17, trzeba oczywiście zapłacić 150 tys to jest to prawdziwe, starsi faceci, mali chłopcy ćwiczą i dają możliwość trochę sie popodgladać.
Po 2 nocach w Jazd, jak na nas i tak dość długo ;) jedziemy na południe, co tam dla nas środek lata nad Zatokę Perska - no przecież damy rade...
Nocny autobus do Bandar-e Abbas, przybywamy i...i już wiemy, ze za długo to my tu nie wytrzymamy, jest ok 7 jest tak ciepło, wilgotno. Bierzemy taksówkę i jedziemy na dworzec kolejowy, potrzebujemy bilet na pociąg do Isfahanu, to 16h jazdy, i już wiemy ze autobusem nie damy rady. Dobra, znajdujemy panią, która mówi po angielsku, czekamy na chief office i czekamy, wypijamy na dworcu sok - akurat sezon na marchewkę, która u nich jest owocem. w zależności od części czasem byl sezon na pomarańcze, granaty - rożnie bywało, ale świeżych soków się napiłyśmy ;)
Mamy wtorek - wg ich czasu rok 1397, nawet jak biorą kalendarz to dni są od końca zaznaczone, czarna magia, chcemy wracać w pt, ale nie ma pociagu, mamy w czw. albo nd, decydujemy się na czw, nagle nie ma biletów...ale finał - zadzwonili do Teheranu i znaleźli dla nas 3 bilety, a nawet 4 - ale o 4tym bilecie później ;). Załatwione, wracamy taksówką na prom o 9 na Qeshm i już z nas się leje. Zatoka Perska - wielkie wow, ale nie jesteśmy w stanie wysiedzieć na zewnątrz bo niestety wiaterku brak. I ta wilgoć, oj oj.
Promy z Bandar na Qeshm kursują dość często, na pewno o 9, 11.30
Ormuz - Bandar - 10, 13, 15 i jeszcze jeden (chyba)
Keszm-Ormuz - 7 i 14.
Ormuz-Keszm - ost. mamy o 16.

1,5 godziny i jesteśmy na Keszm. Łapie nas taksówkarz, zawozi nas do hostelu - znajdujemy w przewodniku -( możemy polecić Bezdroza i 'Iran nowoczesnych Ajatollahow) - info sa sprawdzone i dosc obszerne). Kierowca tez potwierdza Amini Hostel.
Płacimy po 500tys IRR, niedaleko lasów namorzynowych, to ok 1,5h jazdy od portu.
Pokój w irańskim stylu z materacami, ale jest klima, wiatrak, posiłek - wszystko sie zgadza. Miasteczko jest dość malutkie, wiec chyba male szanse na znalezienie alternatyw.
Amini to przyjazny gość, w tradycyjnym arabskim stroju. Za noc płacimy ze śniadaniem 500tys IRR, za obiad 400tys IRR.
Popołudniem Amini zabiera nas na las namorzynowy,t en znany dotąd z podręczników geografii - koszt lodki 200tys IRR.
Kolejnego dnia, rano wyjeżdżamy zwiedzać wyspę, koszt 3mln IRR za auto, na całej wyspie zobaczycie wszystkie takie same Toyoty Hilux. Zaliczamy najważniejsze miejsca - aleje posagów, gwiezdna dolinę jaskinie solna, kanion Czahkuh - tu przemiły, starszy pan opowiada nam ciekawostki o tym miejscu. Mamy też nagrodę na żar z nieba - wszędzie jesteśmy same. Żegnajcie miliony turystów, którzy podążacie ścieżkami Lonely Planet...tylko jest taki upal, ze nie ma możliwości delektować sie ta piękną przyroda...mamy główną atrakcje - kąpiel w Zatoce Perskiej, kierowca zna pewnie takie zachcianki i wywozi nas gdzie nikogo nie ma - zresztą jak na całej wyspie i wskakujemy w stroje i ...woda jest oczywiście gorrraca, ale i tak daje ochłodę. Jakie to uczucie kąpać się w historycznej Zatoce Perskiej? Polecam.
Miliony, które spoczywają na jej dnie ajjjaj. Pewnie ciężko sobie wyobrazić jak może byc gorąco - to może tak - ustawiasz sie do fotki ty i zatoka i po 2 sek. spierdzielasz po japonki, bo nie ustoisz na piachu!
Wracamy na sieste, szybko idzie się przyzwyczaić do tego luksusu, zresztą słońce tak grzeje, ze nikt nie chce nic robić, odpoczywamy i nasz Amini koniecznie chce nam zagospodarować czas i zabiera nas do wioski Laft - szczerze nic specjalnego, a godzina drogi, choć palące się rafinerie robią wrażenie.
Rano, na 7 jedziemy na prom na Ormuz i tam to jest odjazd. Czujemy się jak Matt Damon na Marsie. Jest czerwono.
Łapie nas kierowca tuk tuka, bo tamta wyspę tak najlepiej zwiedzać i wsiadamy.

Jakie szczęście, że trafiłyśmy właśnie do tego człowieka - nasz kierowca jest tubylcem, zarzuca żartami, historiami i wszystko super. Polecamy! Godzinka jazdy to 250tys IRR, my zostawiamy napiwek, bo jest przeuroczy, pokazuje nam miejsca, o których nawet w przewodniku nie ma info - tęczowa jaskinia - its bjutiful, choć jak mowi nam, ze mamy oszczędzać sily bo trzeba będzie iść 10 min to jakkolwiek to teraz brzmi to przekonalibyście się sami ;) Jako, ze nie mamy zbyt duzo czasu, bo popołudniem mamy pociąg z Bandar a Abas do Isfahanu w trybie ekspresowym zwiedzamy wyspę, zaliczamy kąpiel w Zatoce i juz pozostaje po nas czerwony kurz...
Południe Iranu to tak zróżnicowany klimat, różne barwy i ukształtowania, zdecydowanie warte odwiedzenia!

c.d















środa, 16 września 2015

"Kilogram drogi"

Odmieniam wszystko co moge przez przypadki, nie tylko rzeczowniki.
Odmieniam siebie i wszystko dookola.  
W mianowniku mianuje sie peregrino. Pielgrzymka,droga. Drogowskazy, strzalki. 
Kazdy jest sam i niby wszyscy razem. Jeden gasi swiatlo, kazdy slepnie; jeden chrapie nikt nie spi. 
Kazdy krok stawiasz sam, swoimi obolalymi stopami, bo okazuje sie, ze po 30km cale cialo mowi dosc. Kazdy gram w plecaku, kazdy krok, kazde stapniecie wydaje sie byc ostatnim. 
Jednak nie.
Przesuwasz granice dalej, kazdego dnia. Zmieniasz sposoby i taktyki.
Czlowiek niczym bakteria przystosowuje sie do tego, co staje mu na drodze. 
Co pcha dalej? Nie wiem i nie chce wiedziec. 
Cel? 
Ale dlaczego taka trudna droga do jego osiagniecia? 
Marze o rowerze, o wykonywaniu innych ruchow niz stawianie krokow. A jednak ide dalej, o spaniu w pokoju bez 10innych osob, o rozpakowaniu plecaka... Jednak jest cos takiego w drodze, że napedza umysl do dzialania, spręza w nim powietrze, przetwarza cukry na mysli i pyta co bedzie nastepne? Co zrobisz po powrocie? Wiem jedno. Nie pojde pieszo:) 

Chodz opowiem ci bajeczke... Nie nie nie. Spakuj plecak i chodz. Sam zobaczysz jak pali slonce, jak zacina desZcz i jak wieje, jak jest pomarancZowy alert hiszpanskich sluzb meteorologicznych. Nie zobaczysz tego na zdjeciu. Filmie. Tylko zwazysz na wadze doswiadczenia. 

Buen camino!




czwartek, 2 lipca 2015

versus

ja i ja.
przepychamy się. choć Ona wie, że racja jest moja (jak zawsze) to ja! daje jej się.
Ciągnie mnie w dół, w bok, na pewno nie w górę. Było zachmurzenie. Wyszło słońce. Ale teraz jak piorun poraził wszystko.
byli.było.
i dlaczego nie jest tak prosto i łatwo.
zostawić, nawet jeśli jest czasem złe, to bywało dobre.

i te buty.
ta chwila czy je założyć i wyjść, czy poczekać.
trwała milion sekund.
ubrałam, jak to ja, po swojemu, pojechałam.

i to głupie serce vs ta wymądrzająca się głowa, a jak trzeba to umie milczeć albo ryczeć.
czy jest tu logika?
nie ma i nie było.
i najprawdopodobniej nie będzie.
a co będzie?
coś nietuzinkowego.
Santiago di Compostella? Azja? Jachtostop?
coś na pewno.

jeśli tak to Kończysz, to kosztowało mnie to trochę zaczerwienionych oczu....

poniedziałek, 20 kwietnia 2015

zachmurzenie.

państwo już niemłodzi.niestarzy.
w wieku średnim i średniejszym.

nieścisłości chodzą parami.
ja czekam.
a ty oczekujesz, że ja przestanę.
stop.

mogę o tym pomilczeć, mogę poprowadzić całkiem długi monolog.
pokoloruje twoje słowa, zmienię swój głos i poprowadzę pseudodialog.
to i tak będzie łatwiejsze niż mój monolog w twojej obecności.
wolę je samotne.

bezosobowo, szczycimy się.
czar ustąpił rozczarowaniu.
zachłysnęłam się i teraz każdego wieczora odbija mi się czkawką.

ty nic, ja wszystko.
tak głośno milczysz, że uszy puchną od niedoboru słów.
odpowiedź masz już po, nie chcesz uprzedzić pytania, nie chcesz go zadać.

wy
myśl
ona.

nie-dzielny, sam sobie.

_______________________________________
"zapomnieliśmy się kochać, może to tylko chwilowe.
może da się to przeczekać.
dzieli nas kurtyna niedomówień..."

 

czwartek, 16 kwietnia 2015

roktemu

było inaczej.
Mg - mogę.
magnez.
przyciąganie
odpychanie.

potrzebowałam dźwięku otrzeźwienia żeby zauważyć, że potrafię zmierzyć się z celami, które mam gdzieś w głowie, bliżej lub dalej. jakby na tym 10km spadła Gwiazdka i powiedziała na ucho - nie jesteś AŻ taka zła jak się może wydawać....

na przestrzeni roku.
dotrzymałam słowa.
danego sobie. to ono jest takie dwukrotnie ważniejsze.
to przed lustrem, to w swoim pamiętniczku sama ze sobą się rozliczam.nikogo innego o to nie proszę i nikomu innemu  deklaracji nie wypełniam.
pit,cit,vat.

quo vadis Moniq, quo vadis?
obraz się rozmywa jak po deszczu. ziemia pod stopami zapada się. ugrzęzłam w błocie.
ano-malia pogodowe, umysłowe i sercowe.




czwartek, 12 marca 2015

berek

"KAŻDY SIĘ WSTYDZI.
KAŻDY SIĘ WSTYDZI TRZECH RZECZY.
ŻE NIE JEST ŁADNY.
ŻE ZA MAŁO WIE.
I ŻE NIEWYSTARCZAJĄCO DOBRZE RADZI SOBIE W ŻYCIU.
KAŻDY."

nie trzeba podejmować żadnych, ale to żadnych decyzji.
gonić albo uciekać, bez przemyśleń.
złapią Cię? odegrasz się.

kupuję nowe buty, bardzo optymistyczny akt oznaczający, że przejdę w nich kolejne drzwi, wpadnę w kolejną dziurę, z innej już nie wyjdę.
coś zardzewiało. 
a ja, jak to ja, ociągam się z krokiem w przód, wielka głosicielka podejmowania działań.
gówno prawda.
potrzebuję odpięcia ze smyczy, zdjęcia obroży, którą sama sobie zapięłam tak mocno, że zaczyna uwierać.
nie chcę poganiać siebie, opierdalać - za mało dziś zrobiłaś.
chcę wyhamować. przestać się zastanawiać. być i żyć. tak jak chce. bez planów, ale w jakimkolwiek porządku.
bezczas mnie zabije.



czwartek, 5 marca 2015

nichts

zakwitł bez.
bardzo bez.

zapadam w czarną dziurę, bezosobowość. bezczas.
jakieś my.
ni to magia. nic wzniosłego.
nie wiem co to jest.
zwykłość?!
to może być to NIC, które zakwita.
i całkiem smacznie mi w tym.

wybijam w rytmie energii odnawialnej.
bez arytmii.

nic jest cudowne.proste, bezzasadne jak i bezzasadowe. nie jest też kwaśne.
słodko doprawione czili.

nic jest spokojem. przystankiem.
znakiem przestankowym.
oddech.przerwa. a potem przecinek.
nie chcę kropki, wtenczas bynajmniej.






wtorek, 24 lutego 2015

powódź*

jeżeli gardła nie zatyka wielka kropla łez
jeżeli
to to jest szczęście?
jeżeli uśmiechasz się
jeżeli
to to jest radość?
jeżeli dzielisz się na dwa
to to jest niesprawiedliwość?
jeżeli w głowie masz niewypowiedziane przekleństwa
jeżeli na języku są już
to co wtedy?
czas mija. a mnie nic nie minęło. ominęło.
jedno "o".
nie skacz za mną w ogień. i tak będzie piekło.
szóstym zmysłem szukam ósmego cudu mego życia.

to jest spadek, przypadek?
nie to przepadek.
przepadliśmy.
gdzieś i pocoś.

jeśli nie ma rozwiązania dla danego denata (problemu), to znaczy, że nie jest on problemem.taka natura rzeczy. przyczyna i skutek. tak chciałabym funkcjonować zero-jeden. bez przecinków i połówek.


toniemy.
to nie my.

*na pokuszenie i z(a)baw mnie.

wtorek, 17 lutego 2015

horoskop

gwiazdy, konstelacje i równoważniki zdań.
podpatrywanie. połechtanie kilkoma zdaniami.

to dziś.
wielka miłość.
nowe możliwości.
uwierz, od-waż się. od tej tony smrodu, w której toniesz.
wezmę od-ważnik. szale się przechylą, a Ty?
odkryjesz nowe życie ze mną.
za jeden uśmiech i miskę ryżu.
______________________________
"zaraz zrobimy kawę. wprawdzie nie mam kawy, filiżanek i pieniędzy, ale od czego jest nadrealizm,metafizyka,poetyka snów?"

już zostaw, nie dopijaj.
pokaż.
fusy mówią. fusy pokazują. nigdy nie zauważyłeś?
kawa pobudzająca dalszy bieg życia. chcesz mieć jakąś korzyść z filiżanki czarnego naparu? chodź.
o-o-powiem.
dwójka dzieci, 77 lat, z czego 33 razem.
cudo-wnie.
orni-to-logicznie?! tak, ten wzór to ptak - symbol wysokich lotów.
albo bolesnych upadków.

wróżbito, a kiedy powrót do normalności?! masz jakieś prognozy. wolę krótkoterminowe. długoterminowe zabijają mnie powoli, soczyście i boleśnie wwiercając się, wysysając dziś. dziś, którym chce żyć. powoli, nie wolno, ale miarowo.
wdech wydech.

a, jeszcze linia życia i splot słoneczny.
wzgórek Marsa, Merkurego, linia losu i życia. znaki szczególne. alergie.

mózg brzuszny Schopenhauera.
od pasa w dół. życie toczy się łatwiej, przyjemniej, tylko konsekwencje są górą.

na górze róże
na (pa)dole fijołki.
a my?
może
po-(na przed już za późno)znajmy się?


piątek, 13 lutego 2015

dług

jestem ci krewna.
sprawdźmy w jakim stopniu.
niepodobna wcale.

spłacam twoje pokrewieństwo i podobieństwo.
myliszmisiębezprzerwy.

japiszęTywymazujesz.
przódItył.
góraIdół.

jaką to czcionką podpisaliśmy się.
a, niewidzialną.

krew się lała, g-rupami, antygenami.
beErHaminus.jeślichceszByćKrewnym.
żebyś wiedział.
nic więcej. bez recepty.
najwyżej weź 'na krechę'.

po-czuj.
wy-żuj.
po-bierz.
roz-strzelaj.
roz-bieraj.

zapłacę.odbiciem lustrzanym.

wtorek, 3 lutego 2015

x lat

gdzieś się rozmyłam.
mglisto.
dokądś jadę.
dżdżysto.
dżi-HAT
kupię kapelusz, schowam świat pod rondem.
igła wyrzeźbi mi mechaniczną ścieżkę, a ty nią podążysz.
w kółko? zmień stronę. nie zapomnij.

położę się niczym rycerz na Giewoncie, 1800 m.n.p.m rozłożę w poziomie.
w pionie nie ustoję. wygodnie się położę.

czy znam siebie?tylko przeczuwam. potem zostaje tylko kurz i niesmak.
a spado-chron, żeby nie obić głowy nie chce zadziałać. tanie ścierwo,przycisk, który w najmniej odpowiedniej chwili przestaje działać.
zmienię baterie.

LOSie, przestań się ZE mnie śmiać,
może czas uśmiechnąć się DO mnie?!

bardziej być niżniebyć.
bardziejDOkądNiżZnikąd.





 "Są takie dni, kiedy niebycie jest jedyną formą gwarantującą zachowanie zdrowia psychicznego."




wtorek, 20 stycznia 2015

k-rok

cyfra zmieniła bieg.
kolejność.
porządek.
uciekające końcówki.
plany.
chuje strzelające w plany.
momenty.
wiecz(trz)ności.wyjątki i zasady.
wnętrzności.
korki w powietrzu. bąbelki.
kroki.te na wagę złota.niemożliwe do wykonania. aJEDnak.
słowa.pijane i trzeźwe.
%
złudzeNIE.zda/e/rzenie.
napiszeSię rozwinięcie?nie wiem.nikt nie wie.może imPULS?
dwa końce kija.kije samobije. pobiły do krwi, zostawiły siniaki.
jest na sali lekarz?!





nie było.



czwartek, 11 grudnia 2014

prze

jestem przepięknie czarna.
jestem przegrzana, przemoczona, prześmieszna i przezabawna.
przezroczysta od spotykającej mnie codzienności i trącającej mnie swoim ramieniem.
chce niczego.
chce prze.
(PIEP)prze-wszystko i wszystkich.
chcę prze-siebie.
wtedy znajdę materiał na fundament. póki co prze-mocne huragany targające serduchem i głową, a przede wszystkim ciałem.
prze-czarna(za-prze-cza(R)na).prze-ekologiczna.

do porzygu.


wtorek, 25 listopada 2014

stres

niepoliczalny. nie mający definicji, przyczyny i skutku a jednak jest i każdy wie, kim on jest i z czym się go je. albo i nim rzyga. jak kto woli i jakie ma hobby.
jest ogromna przepaść między strachem i stresem, wiesz o tym przecież.
jak opisać coś, czego tak naprawdę materialnie nie ma, a jest tylko w naszej głowie i żołądku, kiedy zaplata się wokół niego i ściska z całych sił. cham. tak można go nazwać, przecież nie gentleman.
choć jest nadzwyczaj kulturalny, pojawia się w najmniej oczekiwanych momentach, jakie to romantyczne i szarmanckie, och i ach.
lekarstwo? zmiana o 180 stopni. wolności więcej.
schody zaczynają się jak pojedynek z nim robi się niczym walka z wiatrakami. system niszczy mnie, a jemu dodaje punktów. przecież muszę wygrać na ringu. mam już skakankę Rocky'ego Balboa.
tylko żeby to było trochę tańsze w emocje. i  żeby twoje łapy tak mocno nie ściskały, żeby nie zabierały myśli, bo one są moje.


czwartek, 6 listopada 2014

jemioła.

28 lat
10 cm (update)
niezły prezent losie słodki.

wszystko jakby wyblakło, odeszło kawałek dalej, a może i bliżej.
los zwany przewrotnym.
dziwne to uczucie, kiedy te słowa, o których słyszy się dookoła nagle pojawiają się przy twoim imieniu i nazwisku.

czy długo nam się dobrze współżyło? w sumie to ty jesteś pasożytem.
jak mi będzie jak już ciebie nie będzie? spokojniej.
znów będę mogła myśleć o Teheranie...

piątek, 10 października 2014

paszport

największe bogactwo jakie posiadam.

dłoń celnika, która je buduje.
pieczątka, a tyle znaczy.

czerwona książeczka, która daje wolność.
wolność głowie i ciału.

opowieść życia, na którą jest dowód.

nie facebook, nie oznaczenie - kawał papieru i odcisk tuszu.


poniedziałek, 15 września 2014

zakątek

nawet przestało mnie to dziwić, że wpisując w okienku popularnej wyszukiwarki nazwę kraju, do którego mam zamiar pojechać - wyskakuje strona koniecswiata.net.
ale to znów nie aż tak daleko.
może będzie, może skleję kilka liter w coś lepszego. błądzą mi po głowie myśli, ale nie ma tego czegoś, żeby je skleić.
trochę żałuję. kilku rzeczy w ogóle żałuję. osób.
gdzieś tam dziura została, bo jakże 'bez' musiałabym być, aby nie poczuć nic.
dało to mi kopa w drugą stronę. i w sumie mogę za to podziękować, bo to jak mi jest teraz jest to bezcenne.
przebiegłam półmaraton. przejechałam 'na raz' 160km. chcę mocniej, więcej; coraz częściej odpuszczam klamki hamulców.
czyli, że w życiu to my jesteśmy naj. wszystko możemy stracić.
inwestuję w siebie i mam świat w dupie.
pakuję się w mały podręczny i jadę do Macedonii. odpocznę od tych nowych cyferek, lekarzy, ultrasonografów, rutyny, Polski i POZnania, ludzi stąd i znikąd. a tych stamtąd zaczaruję. ołówkiem.








wtorek, 6 maja 2014

plecak

kompresujesz swoje potrzeby.
nie potrzebujesz jak się okazuje wielu rzeczy, przeżyjesz. pakujesz życie do plecaka, przygniatasz kolanem, ostatnia runda po mieszkaniu - nic nie zostało, pozornie.
zaczynasz życie ślimaka, ze skorupą na plecach, z codziennym rozkładaniem i składaniem, nie zostawiasz szczoteczki do zębów w łazience, bo już jutro będziesz w innej. nie masz planu, tylko punkty, które go układają.

są na świecie miejsca, do których chcesz wrócić. podczas tych dwóch tygodni znalazłam co najmniej dwa oraz place to live.
zdarza się, że bolą cię barki od ciężaru twojego życia, że przeklinasz krętą drogę pod górę, że jesteś tak głodny jak dawno nie byłeś, ale potem jedno pstryknięcie, jeden widok i zapominasz o całym trudzie. dziwne, że potrafię tak szybko pozbyć się negatywów podczas podróży, widzę tylko bright side of life. bywają momenty, że myślę, że już chcę być w swoim łóżku, wypić kawę z ulubionego kubka, a jednocześnie być tam.
to gdzie lepiej? zapytasz. zdecyduj czy chcesz być wagabundą czy siedzieć w swoich czterech ścianach, na których znasz każdą dziurę, każdy ślad.

wyjeżdżając dokądkolwiek odrywam, że dookoła dzieje się coś więcej niż pęd za ajfonem i makbukiem. w ludziach rodzi się ciekawość. jest tylko jeden sposób, żeby się przekonać, musisz wyjść z domu, wyruszyć i nawet chodząc w kółko w nieznanym mieście spotka Cię więcej niż w miejscu, które znasz, do którego tak naprawdę przywykłam, do którego lubię wracać. czy mogłabym wracać dokądś indziej? pewnie tak. pewnie zatęskniłabym za pierwszymi konwaliami, czy zapachem bzu, jednak chwilowa nieobecność pozwala odczuć niedosyt i złamać rzeczywistość, pozwala zauważyć coś, co mamy na wyciągnięcie ręki, a to jednak za daleko dla nas.

mimo, że czasem wstaję i marzę o wybiciu gatunku ludzkiego potrafi mnie on zaskakiwać i sprawia, że wierzę w ludzi i ich wartość.

"Zawsze wiedziałem, że trzeba być o krok od samego siebie. Ale teraz jestem, stoję tysiąc, a może parę tysięcy kroków od samego siebie. Patrzę z dystansu. Z rosnącego dystansu. Dar dystansu, a może przekleństwo dystansu. Dziwi mnie, dziwi mnie kurwa wszystko."





poniedziałek, 31 marca 2014

walizka

bez zapowiedzi
bez ubezpieczenia

zapełniona uśmiechami, słowami, smakami i rozmowami.
niezamknięta, niegotowa do wyjazdu, jednak kropka została napisana - nie przecinek, nie pytajnik, tylko właśnie ona, jedna, mała kropka.
czarny, groźny punkt, który zabiera uśmiechy i lekkość bytu.

znów trzeba podnieść wyżej głowę
nie będzie tylko dookoła tych znanych twarzy // cyferki wygrały z ludźmi.

dobrze, że mogę liczyć dni i unieść się pod Kazbegi.
wziąć głęboki oddech zimnego powietrza i wrócić odnowiona.

restauracja starego zabytku jest niezbędna do dalszego trwania polisy ubezpieczeniowej.
obecny stan nie pozwala na w pełni wydajne myślenie.

trzeba znów się zmrozić.
ten kwiecień, niech wymaże swojego zeszłorocznego poprzednika, pozostawił dźwięczny niesmak. niech mnie uwolni od tej smyczy, kagańca czy cokolwiek to jest.